Korabiewice: schronisko dla bezdomnych zwierząt
?, Piotr Skulski
Pani Szwarc nie występuje w telewizji w programach o zwierzętach. Nie nosi kolorowych spódnic ani eleganckich kostiumów. Kiedy pierwszy raz - w listopadzie - zjawiliśmy się u nie bez zapowiedzi, była w dziurawych roboczych butach i kufajce.
Ale to ona właśnie codziennie walczy o przetrwanie 127 psów, 9 koni, 4
niedźwiedzi i kilkudziesięciu kotów - bo dom dla bezdomnych zwierząt w
Korabiewicach koło Mszczonowa to właśnie ona: Magdalena Szwarc.
... Ja jeszcze jak byłam pracownikiem Zakładu Widowisk Cyrkowych, to jak
jeździłam po różnych miasteczkach, to widziałam te straszne ilości psów
bezdomnych. I przygarniałam je, jeździły ze mną. Żaden dyrektor nie chciał ze
mną wyjeżdżać, bo tych moich zwierząt było więcej niż tych pracujących w
cyrku...
... Zamieszkałam tu na stałe w 1985 roku razem z moimi zwierzętami. A to już
była spora gromada, prawie dwadzieścia kilka psów i koty. Widziałam jak tutaj
ludzie obchodzili się ze zwierzętami,. No i zaczęłam się żreć z tymi
okolicznymi rolnikami. Oni się dowiedzieli, że ja lubię zwierzęta i zaczęli
mi nocą podrzucać psy, zamiast je zabijać siekierą albo przywiązywać w lesie
do drzewa. Tak chyba lepiej...
...Prawie wszystkie psy u nas mają swoje imiona, ale jest gromada psów, które
przyjechały do nas hurtem. One były wyłapane w Mszczonowie. Nie przyjęło ich
w schronisko w Żyrardowie, jedyne tutaj w województwie skierniewickim, więc
je przywieźli do nas.
Ja popatrzyłam na te szkielety zamknięte w tym samochodzie i nie potrafiłam
odmówić. To już było z mojej strony bardzo nierozsądne. I te wszystkie psy
nazwaliśmy 'mszczonowskie'...
...Telewizja pokazała program o zwierzętach w Rosji i jakiegoś człowieka,
który idzie przez Rosję i pcha klatkę przed sobą klatkę z dwoma stłamszonymi
niedźwiedziami. I on idzie znikąd do nikąd bo jest bezdomny. Ja go szukałam
przez różne konsulaty i przez telewizje ale go nie znalazłam
Ale cały czas o nim myślałam. Aż wreszcie po dwóch latach przeczytałam, że
przyjechał do Polski Rosjanin z dwoma niedźwiedziami. I pomyślałam sobie, że
to był właśnie on. Ale to nie był on. Tamten, z tamtymi gdzieś jeszcze przez
tą Rosję dalej idzie. Przyjechał jakiś inny..
Pierwszy koń, który do nas przyjechał, to był Glon. Kochany i niezwykle
mądry. To było dwa lata temu. A zaraz potem przyjechał Desperat. A potem
następne.
Rzeźnie przeliczają je na kilogramy mięsa i za każdy kilogram trzeba zapłacić
kupę pieniędzy. Wykupienie jednego konia to ponad dwa tysiąca złotych...
Teraz przyjechały dwa nowe konie, które wypadły z transportu do rzeźni do
Włoch. Na szczęście przy tym upadku nie połamały nóg. Jeszcze tu wykupiłam
jednego konia od rolnika, teraz jest jeszcze w lecznicy na Grochowskiej.
Koty głównie przywoziła nam pani M. z Warszawy; te wszystkie, które nie mogą
schronić się przed zimą, bo okienka piwniczne i klatki schodowe są zamknięte.
Było ich przeszło sto. Ale przyjechał jeden chory na parwowirozę i choroba
zdziesiątkowała stado. Ja je leczyłam przez dwa lata, ale podać każdemu dwa
razy w nocy lekarstwo to dla jednej osoby straszna praca. Myśmy je mazali
kremem, żeby było widać w nocy, który już dostał lekarstwo, ale jednak wiele
zginęło. One przedtem mieszkały w barakowozie, ale teraz przeniosły się do
stajni i mieszkają razem z końmi.
Był gołąb. Najukochańszy. Przywieźli mi go z Warszawy. Był goły -
nieopierzony - i wszyscy mówili, że się nie wychowa. Ale ja wpadałam tam raz
na dzień, otwierałam mu dziób i wkładałam parę okruchów chleba, po czym
wkładałam mu ten dziób do wody. Nie chciałam mieć wyrzutów sumienia, że go
zostawiłam i on umarł.
Ale co przyszłam, to było wszystko w porządku, a nawet pojawiły się pierwsze
piórka. Zrobiło się lato i ja mu na dachu taki domek. No i wreszcie zaczął
fruwać i jak tylko mnie zobaczył, to sfruwał i siadał mi na głowie albo na
ramieniu. A dookoła mnie było pełno psów albo kotów. Niebezpieczeństwo było
ogromne, więc ja chciałam, żeby on mnie nie widział i chodziłam po podwórzu z
parasolem. Podejrzewam, że musiał upolować go szczur. A może do jakiegoś
stada dołączył się i odfrunął.../
Jesienią przyszedł pierwszy szczur. I też mi go było żal wygonić. Bo on sobie
zamieszkał za szafką i sobie myślę, co mi będzie przeszkadzał ten jeden
szczur. Ale on przyprowadził całą kupę szczurów...
...zwierzęta się tu czują jak w domu. To trochę jak inne schronisko. Ja się
staram, żeby one miały jak największą przestrzeń. Nie mogę ich zamknąć w
boksach i raz czy dwa wychodzić dać im jeść. W takim schronisku czułabym się
źle.
Kto pomaga...
Pani Hanka Bielicka i pani Zosia Czerwińska pomagają nam wśród aktorów. Pani
Hanka co miesiąc przysyła nam pieniążki.
Prószyński i Spółka w zeszłym roku mi pomogli.
Pan mecenas G. do instytucji pisał w moim imieniu, bo ja tu nie mam żadnych
warunków.
Ale jedyna osoba, która odpowiedziała na ten apel to była pani Hanna
Gronkiewicz-Waltz. I z NBP napisała, że oni teraz muszą pomagać powodzianom.
Przysłała 4000 złotych.
Przyjechali z Fundacji Animals od razu pożyczyli nam swój samochód. przedtem
to ja musiałam wszystko wozić na przełaj cztery kilometry taczką...
Żołnierze przywieźli łóżka, koce i materace i te psy sobie siedzą w domu, w
cieple i ... są szczęśliwe.
Jedna firma wspaniała ofiarowała nam listwy grzewcze i ten wóz był grzany.
Dzieci ze szkół, młodzież wspaniała jest. W jednej ze szkół na Żoliborzu
zrobili zbiórkę; koce, miski mi przywieźli i jeszcze pieniądze tysiąc
siedemset złotych.
W naszej wsi mieszka weterynarz p. dr. K. On tu przede wszystkim szczepi i
leci na czyjś rachunek jak któreś zachoruje. A najczęściej chorują konie.
Pani M.K., studentka weterynarii, bardzo kocha konie i sama jeździ. Ona
zawsze wie którego konia już nie chcą i trzeba go oddać na rzeź.
Szkoła podstawowa w Warszawie. Jedno z rodziców przytaszczyło szafę i w tej
szafie otworzyli na przerwach sklepik. I ruch mieli taki, tyle pieniędzy
zebrali i przywieźli do mnie, że ja mam studni głębinową, czego bym w życiu
nie zrobiła. Bo to był koszt 3000 złotych.
Ja się przyjaźniłam w latach 70. z takim młodym chłopakiem, on miał 17 lat i
się koło cyrku kręcił, nie miał co ze sobą zrobić. I ja poprosiłam
dyrektora, żeby on mógł u nas pracować.
A jak doszedł do pełnoletności, to wyjechał do cyrku W.S. do Niemiec i jest
tam do dnia dzisiejszego. Ale nasza przyjaźń przetrwała. I jak te
niedźwiedzie były zagrożone tam w Szczecinie, to ja się natychmiast z tym
Markiem skontaktowałam i jemu o tym powiedziałam. I on przysłał mi pieniądze
na budowę tych klatek.
Nie było go w Polsce 20 lat, a jak tu przyjechały te niedźwiedzie, tak on
przyjeżdża co roku i dofinansowuje je, dba żeby one mogły przetrwać.
...ci Rosjanie przyjechali, ale już bez niedźwiedzi, bo w międzyczasie
niedźwiedzie pojechały do ZOO na przechowanie. Mieszkali tu w tym wozie trzy
miesiące i ustaliliśmy, że dla tamtych dwóch wybudujemy tu klatki. I tak się
wszystko stało zgodnie z planem. Tylko Rosjanie nie wytrzymali, bo zima była
ostra. Niedźwiedzie zostały w ogrodzie zoologicznym, a ja już sama z moim
pomocnikiem i jeszcze z panami ze wsi żeśmy tę klatkę dla tych niedźwiedzi
postawili.
Oczywiście też znalazła się sponsorka, bo byśmy nie dali rady, bo to ogromne
pieniądze postawić dwie klatki. Pani D.D., też bardzo kochająca zwierzęta.
Teraz mieszka w domu złotej jesieni.
...a kto nie.
Gmina się nie zainteresowała. TONZ zwracało się do wojewody skierniewickiego -
bo do nas przywożą zwierzęta z całego województwa - też nic. Tylko prezydent
Mszczonowa ofiarował 60 metrów siatki ogrodzeniowej.
Ja napisałam list do niego, że tu przyjechała taka gromada psów dla nich
wybiegu. I on tę siatkę kupił i przywiózł.
Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami. Oni są skłóceni. Tu i tu są wspaniali
ludzie, tylk
Do mnie przysyłają "Wegetariański Świat", z którego się dowiaduję ciekawych
rzeczy. Na przykład że jest taka organizacja, która na rzeź odprowadza
zwierzęta, pilotuje je tam i pilnuje, żeby miały humanitarną śmierć.
A innych organizacji ekologicznych to nie znam...
...Raz nawet ktoś mnie wysłał do Skierniewic i powiedział 'proszę się tam
stawić, tam Pani pozałatwia swoje sprawy'. I ja usiadłam przed urzędnikiem,
który cały czas odbierał telefony i za każdym razem odpowiadał, że on jedzie na
jako łąś wycieczkę ekologiczną do jakiegoś państwa jakimś fantastycznym
samochodem, który im przydzielili.
A jak odkładał słuchawkę, to w międzyczasie się mnie pytał czego ja od niego
chcę...
Ile jest do zrobienia...
Przysłano mi tutaj z Niemiec kasetę. Nie wiem nawet kto to, ale tam jest
napisane, że w Bułgarii u Cyganów wędrownych są dwa niedźwiedzie którym wyrwali
pazury i wybili zęby. I one muszą chodzić na tylnych łapach, bo przednimi sobie
podtrzymują ciężkie łańcuchy które mają wpięte w nos i w górną wargę i wyrywają
rany. I one okropnie cierpią.
I napisane jest żebym ja pojechała i te niedźwiedzie zabrała.
Gdzie ja znajdę tych wędrownych Cyganów ? Ale tym niemniej ja będę ich szukać.
W przyszłym roku spróbuje ich znaleźć i te niedźwiedzie przywieść.
I jeszcze jedną, niedźwiedzicę himalajską , którą ja kiedyś wykupiłam, a koło
jej klatki postawili motocross i warczą od świtu do nocy i ten niedźwiedź
szaleje z rozpaczy...
Każde wykupienie konia kształtuje się w okolicach 2000 złotych. A tyle tych
koni jeszcze jest. A potem trzeba je jeszcze utrzymać... Z tych koni, które
wypadły z transportu na rzeź do Włoch, jednego wykupiła też bardzo młoda, miła
dziewczyna i zabrała go do domu a drugi trafił do nas.
A jeszcze trzy osoby zgłosiły nam trzy stare konie, których już nie mogą
utrzymać. I trzeba te konie jakoś uratować, bo będą je musieli oddać do rzeźni.
Tutaj jest 10 hektarów i chcę dokupić jeszcze. Dlatego, że bardzo marzę, żeby
zostawić po sobie, żeby tu było dużo miejsca.
Jeżeli się znajdzie jeszcze kilkanaście osób z małymi kwotkami , to ja mogę
wybudować jeszcze kilkanaście takich wybiegów. Bo teraz weszła w życie ta nowa
ustawa o ochronie zwierząt i co oni zrobią z tymi wszystkimi niedźwiedziami,
które są w tresurze i w cyrkach?
...a ile jeszcze brakuje.
Na utrzymanie tego co jest potrzebuję na miesiąc 6000 złotych. Zwierzęta
utrzymać nawet i za połowę tego. Ale tu są potrzebni jeszcze ludzie do pracy.
Ja już jestem coraz starsza, a pracuję jak mężczyzna w sile wieku. Bogu
dziękuję, że ja to wszystko mogę robić. Ale nie mogę nagromadzić kupy zwierząt,
jeżeli nie będzie ludzi którzy zapewnią im warunki. A oni muszą coś jeść i w
coś się ubrać. Nie znam na razie nikogo, kto chciałby takie coś robić za darmo.
Każdy przecież ma jakieś swoje plany i potrzeby. Więc gdyby to wszystko miało
prosperować dobrze, to trzeba by było jednak do pracy te dwie-trzy osoby
przyjąć.
Oprócz pieniędzy najbardziej potrzebne jest chłodnia. Taka, żeby się zmieściło
przynajmniej pół tony mięsa i dało się przechowywać przynajmniej w
temperaturze -1 st.C.
To jest nie do zdobycia bo to kosztuje bajońskie sumy. Chłodnia na jedną tonę
mięsa 2000 dolarów.
Żeby wysterylizować suki i wykastrować psy. Bo one się rozmnażają, a nie ma
gorszej rzeczy niż jak ja muszę usypiać ślepe mioty. A to trzeba do lecznicy, a
potem im zapewnić warunki, żeby doszły do siebie.
Gdyby ludzie chcieli tu przyjeżdżać pomóc, to byłoby wspaniale, ale tu są
bardzo prymitywne warunki...
...Ja chcę tu jeszcze dokupić ziemi i zrobić oddzielne pasy dla psów, dla koni
i całkiem oddzielny dla niedźwiedzi. Bo ich będzie przybywać.
Wyjeżdżamy z Korabiewic. Pani Szwarc idzie przez podwórze brodząc po kolana w
psach. Ona zostaje tutaj. Dalej będzie naprawiać krzywdy i szkody wyrządzone
zwierzętom. Ktoś musi.
Od autora
Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Korabiewicach. Na pewno
decyzja dojrzała jesienią, po artykule w
Wyborczej. Pojechać, zobaczyć i opisać. Trochę to zajęło, ale było warto.
Wracaliśmy z Korabiewic poruszeni. Mam nadzieję, że Wy wszyscy, którzy czytacie
ten tekst, będziecie choć w części czuli to samo.
To nie jest relacja dziennikarska. Nie chcę, aby była obiektywna. Chcę
przekazać choć trochę jak najbardziej
subiektywnych przeżyć ze spotkania ze wspaniałym człowiekiem.
Proszę Was także o pomoc finansową dla schroniska. Poniżej podaję numer konta.
Te pieniądze trafią bezpośrednio do
pani Szwarc. Każda pomoc się liczy. Nawet małe kwoty - zwłaszcza jeśli byłyby
regularnie wpłacane. Wpłacając wpiszcie
proszę informację "z Internetu".
Jeżeli ktoś może pomóc w inny sposób: jedzeniem, wyposażeniem, własną pracą, to
proszę pisać maile na adres
korabiewice@skulski.com. Przekażę wiadomość pani Szwarc.
Bezpośredni kontakt ze schroniskiem podany jest poniżej numeru konta.
Dziękuję, że doczytaliście aż dotąd.
Piotr Skulski
PKO BP I o/Warszawa nr rachunku 10201013-650234-270-43-PLN
SCHRONISKO DLA BEZDOMNYCH ZWIERZĄT
Korabiewice 11, 96-122 Puszcza Mariańska, Polska
tel. +48 (46) 8 318 134
p. Magdalena Szwarc
(2004-07-19)